Podobno czasem nie trzeba mówić nic. Wystarczy tylko dobrze wyglądać. Absolutnie nie jest to jednak  podejście, które reprezentuje sobą Łukasz Witulski. Dla niego idealne połączenie to dobra mowa i dobry styl. O takim podejściu, męskiej modzie i gdańskim kole Toastmasters w dzisiejszej rozmowie.


Jako prezes Toastmasters w Gdańsku najlepiej znasz tę organizację. Za wami ponad 100 spotkań. Od czego zaczęła się ta przygoda, jak przebiegała?

To dość obszerne pytanie jak na początek, ale już śpieszę z odpowiedzią. W 2008 roku poznałem organizację Toastmasters w Bydgoszczy, z której pochodzę. Ta idea na tyle mi się spodobała, że utkwiła w mojej pamięci na długo. Na drugim roku studiów na Politechnice Gdańskiej otworzyłem klub inteligencji finansowej Cashflow i zacząłem nabywać umiejętności w prowadzeniu zajęć ze studentami.

Mówienie do ludzi i przekazywanie treści, wartości, idei tak bardzo mi się spodobało, że odgrzebałem w pamięci Toastmasters, aby 12.12.2012 o godzinie 12:00 właśnie na Politechnice Gdańskiej zorganizować pierwsze spotkanie mojego własnego Klubu mówców. Był to moment, gdzie całkowicie przesiadłem się do pojazdu zwanego „przemówienia publiczne”. Zakochałem się w tym na zabój i tak trwam już ponad 3. rok, tydzień w tydzień prowadząc spotkania i Klub. Przez pierwszy rok działaliśmy bez konkretnej nazwy, później jednak w formie konkursu wyłoniliśmy tą, z którą jesteśmy do dzisiaj – Wordbusters.

Jesteśmy Klubem, który gromadzi młodych ludzi, głównie studentów. Jest to jeden z czynników, który pozwala nam utrzymywać bardzo specyficzną atmosferę, która przyciąga wielu ludzi. Zawsze powtarzam, że jesteśmy bardzo niesfornym Klubem na tle innych. Skupiamy się głównie na merytoryce i dobrej zabawie, spychając na drugi plan sprawy formalne i „papierologię”, której jest dość dużo w Toastmasters. Teraz pracujemy również nad tą częścią formalną, aby znaleźć złoty środek w naszym działaniu.

Jest wiele rzeczy, które mnie zaskoczyły przez te ostatnie 3 lata prowadzenia Wordbusters. Przede wszystkim wciąż zaskakują mnie ludzie, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie. Te obserwacje dały mi doświadczenie, które śmiało przekładam na życie prywatne i zawodowe. Przez tyle godzin spędzonych wspólnie, stworzyliśmy dobrze funkcjonującą społeczność, śmiało mogę powiedzieć – rodzinę. Jak to w rodzinie bywa, zdarzały się kłótnie, niezrozumienie, zazdrość, złość, ale i wiele dobrego. Wielkie przyjaźnie, mamy na koncie kilka par, które poznały się w Wordbusters i są ze sobą do dzisiaj. Wspieramy się w życiu prywatnym i potrafimy jednoczyć się w trudnych chwilach.

Łukasz Witulski_wordbusters

Masz już za sobą wiele wystąpień publicznych. Gdybyś zaczynał raz jeszcze, to co byś sobie poradził?

Rób to, co czujesz i nigdy nie rób nic przeciwko sobie. Gdybym się cofnął o te 3 lata, podjąłbym taką samą decyzję, zbudowałbym ten Klub jeszcze raz. Były dni, że na spotkania przychodziły 3 lub 5 osób, były myśli, czy warto i czy to wszystko się uda. Nigdy jednak nie trwały zbyt długo, a konsekwencja się opłaciła. Na spotkania zaczęło przychodzić po kilkadziesiąt osób tydzień w tydzień, a na 100’tnym spotkaniu było nas ponad 100 osób. Jestem z Nas dumny.

Sztuka mówienia, to w pewnym sensie rzemiosło, które trzeba doskonalić.  Przez jakie etapy przechodzi początkujący mówca?

Najpierw trzeba sobie zdać sprawę z kilku kwestii. Jedną z nich jest powód naszego stresu. Wiele źródeł podaje, że strach przed wystąpieniami publicznymi jest większy, niż strach przed śmiercią. W praktyce strach taki nie występuje, bo tak naprawdę nie boimy się samego przemawiania, ale tego co powiedzą lub pomyślą inni: „Co jeśli im się nie spodoba?”, „Co jeśli zatnę się? Na pewno będą się śmiać ze mnie!”, „A jak się przewrócę?” itd. Kiedy zdamy sobie z tego sprawę, będzie trochę łatwiej. Kolejnym etapem jest podjęcie decyzji, aby pomimo stresu wyjść na scenę i zmierzyć się ze spojrzeniami ludzi. Najmniej istotne jest to, co mówimy, przynajmniej na początku naszej drogi. Cel jest jeden – wyjść przed ludzi. Jeśli zrobisz to 100 razy, to gwarantuję Ci, że będziesz czuć się już jak ryba w wodzie, niezależnie od tego, jak duże problemy miałaś na początku. Reszta natomiast jest do nauczenia i poprawiania w trakcie. Na spotkaniach Wordbusters każdy mówca dostaję ocenę od każdej osoby z publiczności na kartce, by mógł dowiedzieć się jakie są jego mocne i słabe strony, a przede wszystkim jak widzi go publiczność.

Mówca idealny wg Ciebie to….?

Taki, który jest sobą i potrafi przekazywać emocje. Jeśli chcesz podzielić się z ludźmi swoją pasją lub tym, co Cię boli i będzie to prawdziwe, to publiczność uwierzy w Twoją historię. Nie ma znaczenia wtedy, czy trzymasz rękę w kieszeni, czy się zająkniesz kilka razy. Autentyczność zawsze wygrywa.

Łukasz Witulski_future is coming

Poza Toastmasters ważnym elementem Twojego rozwoju jest też blog: Męsko po Męsku, o modzie. Jaką rolę ubiór pełnił w Twoim życiu zawodowym i prywatnym. Czy był jakiś moment przełomowy, kiedy poczułeś, że to naprawdę ważna sfera?


Od zawsze eksperymentowałem z wizerunkiem. Kiedyś miałem długie włosy i kolczyki, demonstrując światu swoją indywidualność w okresie buntu. Wiązało się to z dość mrocznymi stylizacjami i słuchaniem ostrej muzyki. Już wtedy zauważyłem jak wielką siłą jest wizerunek i co można dzięki niemu zdziałać, jeśli wiesz czego chcesz. Oczywiście w tamtym okresie nie wiedziałem czego chcę – tylko tak mi się wydawało. Później przyszedł okres wyciszenia i tak zostało mi chyba do dziś. Pokochałem stylizacje klasyczne i bardzo dobrze czuję się w garniturze z krawatem pod szyją i poszewką w brustaszy.

W Wordbusters również staramy się podchodzić poważnie do swoich funkcji, często bardzo reprezentatywnych. Prowadzący i mówcy powinni być ubrani „o klasę” wyżej niż publiczność i zamiast sportowej koszulki założyć wyprasowaną koszulę.

Pomysł na bloga zrodził się już bardzo dawno i trochę mi zajęło zanim zacząłem tworzyć treści. Jedną z moich pasji jest projektowanie graficzne, a największą radość sprawia mi projektowanie logotypów i nazw dla nowych firm czy projektów. W takim działaniu wizerunek firmy, to przede wszystkim branding i jest on bardzo ważny całym procesie budowania swojej pozycji na rynku. Nasz strój, styl, to jacy jesteśmy na co dzień, to nasz personalny branding i wiele osób nie zdaje sobie z tego sprawy. Szczególnie w dzisiejszych czasach musimy się pilnować, kiedy i co wrzucamy do sieci, bo później bardzo ciężko odbudować nadszarpniętą reputację. Wielu pracodawców robi małe rozeznanie na portalach społecznościowych. Mają wgląd do treści, zdjęć, komentarzy, które tam umieszczamy, więc warto dbać o nasz wizerunek również tam.

W wielu sytuacjach, odpowiedni i elegancki ubiór, znacząco mi pomógł. Nie jest to jednak reguła i znowu powtórzę coś, co jest najważniejsze – bądź sobą.

Łukasz Witulski_podczas wystapienia
Zarówno dziedzina mody, jak i publiczne wystąpienia, to szalenie konkurencyjne sfery. Czy masz cel nadrzędny, do którego dążysz?

Oczywiście, ze tak, choć wiele z nich to dość wysokie szczyty i jeszcze wiele pracy przede mną by je zdobyć. Zawsze podnoszę sobie poprzeczkę w miarę zdobywania doświadczenia. Dziś mówię regularnie do kilkudziesięciu osób, a raz na jakiś czas do kilkuset. Wystarczy, że dodam wszędzie po jednym zerze i zdobędę jeden z tych szczytów.

Blog i strefa mody męskiej też stawia przede mną wiele wyzwań, a większość z nich to kwestia moich ambicji. Bycie numerem 1 w blogosferze o właśnie takiej tematyce jest kolejnym szczytem, który bardzo chcę zdobyć i zrobię wszystko by tak się stało. Jest jeszcze kilka dość mocno ośnieżonych i zmrożonych wierzchołków, których okiełznanie nie będzie łatwe, ale nie chcę o nich mówić, dopóki nie zdobędę pewnego pułapu. Będę potrzebował mnóstwo wsparcia, również Waszego, zatem bądźcie ze mną, a razem zdobędziemy każdą górę, jaką zobaczymy na horyzoncie.

 

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany