Tytuł wyszedł jak okrzyk bojowy. Ale to nawet dobrze.  W tym miesiącu wolny czas zamierzam przeznaczyć na pisanie.  I nie chodzi tu o żadne zawiłe powieści czy wiersze. Tylko o takie pisanie dla wprawy. I to, mam nadzieję każdego ranka. Kiedy jeszcze głowa nie jest zmęczona codziennością. Taki jest plan – 435 minut lutego zamierzam poświęcić na poranne usuwanie z głowy nagromadzonych słów. I kropka.

Moda na wymówki już minęła

I to mnie dosyć zdziwiło. Do czytania trzeba zachęcać, organizować wyzwania, angażować celebrytów czy nie chodzić do łóżka, jak ktoś nie czyta. Myślałam, że na szerszą skalę z pisaniem jest podobnie. Ale jakby się nad tym zastanowić, to liczba blogów ciągle rośnie. Jest jakaś siła w narodzie i naród pisał będzie.
Podobno na Facebooku panuje moda na wrzucanie fragmentów pisanych przez siebie książek. (Brawo za odwagę!). Ale jakby tego było mało, blogerzy wydają książki na potęgę. Nawet Taco Hemingway przyznał w jednym z wywiadów, że pracuje nad powieścią. Zatem fala się niesie. Co prawda skutecznie omija biednych studentów, którzy zmagają się z „dramatem pustej kartki w Wordzie” przy licencjacie i magisterce, ale to bardziej problem podświadomego przytłoczenia i mętliku w głowie.

Rośnie napięcie w społeczeństwie. Trzeba je jakoś rozładować, bo inaczej eksploduje w niekontrolowanym potoku słów. A grafomanii już i tak na świecie pod dostatkiem. Na całe szczęście ludzie piszą. Często, dużo, czasem o niczym. Żeby ta potrzeba nie rozmijała się z jakością, trzeba dużo ćwiczyć. I gdyby Mickiewicz czy Słowacki nadal żyli, to pewnie podniosłym romantycznym tonem grzmieliby: „Ćwicz pisanie narodzie!”.

photo-1423592707957-3b212afa6733

Jedno pytanie dziennie. Proszę odpowiadać 15 minut.

Jeśli o mnie chodzi, to przyznaję, że kilka lat temu pisanie przychodziło mi dużo łatwiej. Ale wiadomo – jak się nie pisze regularnie przez kilka lat (licencjatu i magisterki nie liczę, maili w pracy też nie), to cały łańcuch umiejętności składania słów trzeba naoliwić od nowa. Co więcej – trzeba go naoliwiać codziennie, żeby wstydu nie przynosił i nie hałasował, jak stary rower wyciągnięty z piwnicy.
U mnie luty to początek. I jeśli Tobie też przeszkadza trzask nienaoliwionego łańcucha w tej pisarskiej sztuce, to zapraszam. Mam pewien pomysł na te nadchodzące 29 dni. Inwestycja czasowa jest niewielka: 15 minut dziennie.

Z pomocą przychodzi tutaj strona: Daily page (https://www.dailypage.co/prompts)
Po zarejestrowaniu, codziennie pojawia się tam nowe pytanie, na które musisz odpowiedzieć. System zlicza Ci, ile dni z rzędu udaje Ci się utrzymać regularność. Jak przerwiesz, licznik staruje od zera.
Bardzo mnie urzekła prostota tego pomysłu i to, że jest idealnie dopasowany do codziennych, piętnastominutowych rozbiegówek. Czytamy pytanie i jazda. Piszemy, co nam przyjdzie na myśl.
Przypomnienie i pytanie codziennie trafiają na maila, więc trudno o tym „zobowiązaniu” zapomnieć.

15 minut dziennie, przez 29 dni. To daje 435 minut wprawy w pisaniu.
Luty i tak minie.

Codzienne pytanie na daily page, wygląda tak:

Zrzut ekranu 2016-01-31 o 23.22.25

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany