52 książki w ciągu roku, to liczba lekko przerażająca. Zwłaszcza dla mnie. Po pięciu latach studiowania filologii polskiej, od pół roku jestem na detoxie. Czyli czytam, ale raczej poradniki, coś tam w autobusie, jeszcze coś innego w formie e-booka. Ale ani mnie to czytanie grzeje ani ziębi. Dawna przyjemność z zapadania się w fotel, przykrywania kocem i zapominania o całym świecie na kilka godzin, czmychnęła na dobre. Chyba już czas, żeby poczekać na nią w miejscu, gdzie ostatnio była. Pod kocem.

photo-1444116877118-6da0ed3c879a

Najpierw o samym wyzwaniu

Od jakiegoś czasu na Facebooku i w różnych miejscach sieci krąży wyzwanie: Przeczytam 52 książki w rok. Jak wiadomo, od zawsze noworoczne postanowienia to towar chodliwy, więc w okolicach końca roku i początku nowego, ruch w temacie się nasilił. Pojawiła się też ankieta oceniająca czytelnictwo. Jeśli czytasz jedną książkę na miesiąc, to będziesz na samym dole piramidy. Ja w ostatnim czasie też. A biorąc udział w wydarzeniu, można przesunąć się w górę na tej drabinie. Tylko trzeba się zmobilizować. Bo średnio na tydzień przypada jedna książka do przeczytania.

Czytanie z kartką, długopisem i radarem na szczegóły

Sposób w jaki czyta się na studiach filologicznych, niestety zmienia pewne nawyki. Weźmy chociażby notowanie. Kiedy wiesz, że czytasz „Lalkę”, na egzamin, na którym możesz mieć pytanie nawet o kolor sukni Izabeli w konkretnej scenie, to nastawiasz się na wyłapywanie konkretów, a nie na przyjemność z płynięcia razem z fabułą. To jedno. Kolejna sprawa to ilość. Patrząc na listę książek, to 200 lektur z jednego przedmiotu literaturoznawczego, to bardzo dużo. Kończy się to więc często czytaniem fragmentów, doczytywaniem do połowy. Na moich listach bibliograficznych z zajęć z literatury jest wiele pozycji, które doczytałam do połowy, przerwałam bo już była sesja i nigdy więcej do nich nie wróciłam. A miałam taki zamiar. Tak więc, nie da się przeczytać wszystkiego. Ale jednak pójście pewnym kluczem może pomóc.

Entliczek, pętliczek, co wpisać na listę?

Ten czytelniczy cel na 2016 rok, zamierzam ściśle powiązać z chęcią powrotu do przyjemności czytania, którą pamiętam z przed kilku lat. Dlatego na liście nie umieszczę żadnych poradników. Zwłaszcza dotyczących rozwoju osobistego. Natomiast, żeby łatwiej rozpędzić ten proces czytania, pójdę pewnym kluczem. Na początek chciałabym poznać wszystkie książki, które dostały Literacką Nagrodę Nike. Przypomnę sobie adresy bibliotek w okolicy i zdobędę co trzeba. Żeby nie być gołosłowną, od początku roku jestem w trakcie czytania książki „Bieguni” Olgii Tokarczuk. Póki co powiem tylko, że spełnia wszystkie kryteria: można przy niej zapomnieć
o upływającym czasie.

Tak więc książki w dłoń i do dzieła!

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany