Koło Naukowe nie jest instytucją, która raz stworzona będzie niezmiennie trwała.
Wraz z początkiem nowego roku akademickiego pojawia się znak zapytania. Do Koła rekrutowani są nowi ludzie, zaś starsi stażem przechodzą test wytrwałości. To od wspólnej energii zależy, ile uda się zrobić, nauczyć i zdziałać. Koło Marketingu „Target” na Uniwersytecie Warszawskim funkcjonuje już kilka lat. Patryk Ulman działał w nim od czterech, zaś w ostatnim roku piastował stanowisko prezesa. Porozmawialiśmy o działalności Koła, budowaniu organizacji i cennych lekcjach zarządzania zespołem.

Cofnijmy się o 4 lata. W jakim stanie był „Target”, kiedy pojawiłeś się na pierwszym spotkaniu rekrutacyjnym?

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z „Targetem” koło liczyło około sześciu, siedmiu członków. To niewiele ale panowała za to bardzo „rodzinna” atmosfera. Dużą zasługę miała w tym wesoła pani prezes. Udało nam się właściwie zorganizować jeden duży event – „Dzień Reklamy”. Wypadł on na tyle dobrze, że na stałe zapisał się
w harmonogramie Koła na kolejne lata. Dla mnie było to pierwsze spotkanie z dużymi agencjami – wystąpili m.in prelegenci z DDB, TBWA, K2.
Chęć poznania branży oraz ludzi w niej pracujących było moim powodem przyłączenia się do „Targetu”. Event dał mi więc kopa do dalszych działań. W Kole mogło dziać się dużo więcej, ale żeby to osiągnąć, trzeba było wiele zrobić. Nie było m.in.  aktualizowanej strony internetowej, częstych postów na Facebooku, stałych partnerów, doświadczonego grafika (zacząłem przygotowywać grafiki sam, ale stawiałem w tym obszarze dopiero pierwsze kroki), opracowanych wielu procedur działania, czy też strategii. Realizacja tych celów była możliwa jedynie z większym zespołem.

Popatrzmy na to wszystko z perspektywy czasu. Co można było zrobić inaczej przez te 4 lata?

Odniosę to pytanie do roku akademickiego 2014/15, mojego ostatniego w „Targecie”. Pełniłem wtedy funkcję prezesa i właśnie dzięki temu w minionym roku nauczyłem się bardzo wielu rzeczy, głównie jeśli chodzi o zarządzanie ludźmi. Przede wszystkim pierwszym działaniem byłoby ustalenie jasnej strategii działania wynikającej z misji i wizji oraz planu działań alternatywnych w razie gdyby coś poszło nie tak. Elementem, który warunkuje sukces organizacji studenckiej jest przede wszystkim zaangażowanie członków, strategia działania musi zatem w dużym stopniu opierać się na insightcie i zaspokajaniu korzyści studentów, którzy dołączyli do Koła. Wraz z nową strategią zapewne uległby zmianie sam model działania Koła, który przestał być skuteczny już w roku 2013/14. Należało bardziej zaufać nowym członkom, dać im więcej poważnych zadań (kontakty z partnerami i prelegentami), jednocześnie konsultując ewentualne trudności. Trzeba stale monitorować realizację planu i ewentualnych problemów występujących w trakcie. W rozwiązaniach zaobserwowanych  nieprawidłowości nie sprawdzają się półśrodki. Dużo skuteczniej działałyby rozwiązania mające skutki „pewne” niż działania mające skutki jedynie „prawdopodobne”. Powinno się także stworzyć skuteczne procedury, które ograniczają chaos i pomagają uzyskać wizerunek profesjonalnej organizacji oraz pomogą wszystkim członkom w działaniu.

Mamy zatem strategię zarządzania kołem naukowym w pigułce. Ta wiedza może się przydać nie tylko obecnym władzom Koła naukowego, ale także innym, którzy mierzą się z podobnymi problemami. Poza strategią ogromnie ważna jest misja. Jak udało się wam ją realizować przez ostatnie 4 lata?

Problem z misją Koła był taki, że w przeciągu tych czterech lat misja nie była jasno zakomunikowana członkom Koła. Rzekłbym nawet, że zmieniała się trzy razy. W pierwszym roku mojej działalności nie była ona klarowna, jednak wszystkie działania zmierzały ku temu, by organizować warsztaty z ludźmi znanymi w branży marketingu. Można to zatem uznać za ówczesną misję. W kolejnym roku Koło rozwijało się niezwykle dynamicznie. Zaczęło nam zależeć na prestiżu. Można zatem powiedzieć, że do starej misji a zarazem wizji została dodana nutka ekskluzywności. Miało to jednak głównie odbicie w naszych planach (z różnym skutkiem), nie zostało na stale włączone w działania komunikacyjne. W trzecim roku próbowaliśmy kontynuować tradycję ekskluzywności. Okazało się jednak, że stara formuła działania przestała wystarczać. Podczas mojej prezesury zdecydowałem się zatem wprowadzić nową misję
i wizję organizacji. „Target” miał stać się organizacją wspierającą członków w rozwoju i realizacji przedsięwzięć związanych z obszarem marketingu. 
Postawiłem na aktywną komunikację wewnętrzną, jednakże wydaje mi się, że również i w minionym roku misja nie była dostatecznie dobrze zadomowiona w umysłach Targetowiczów. Było widać efekty jej wprowadzenia, niestety nie spełniła ona w pełni moich oczekiwań, co do wpływu na zespół Koła. Niedostateczne zakomunikowanie misji powoduje trudności w jej realizacji a co za tym idzie – rozmycie tożsamości organizacji. Jednakże dziwnym trafem na każdym spotkaniu rekrutacyjnym i przy przedstawianiu „Targetu” używana była niezbyt pobudzająca odbiorcę formułka. Parafrazując: „Target zbliża studentów do świata praktycznego marketingu”. Patrząc na organizację przez taki pryzmat – udało nam się to osiągnąć! Było to możliwe między innymi przez budowanie sieci własnych kontaktów i pomocy jednego z naszych opiekunów – nieocenionego dr Mariusza Trojanowskiego. Dzięki temu zapraszaliśmy gości z najwyższej marketingowej półki, którzy przekazywali nam wiele cennych spostrzeżeń. Spełnianie misji wskoczyło na nowy poziom wraz z naszym uczestnictwem w większej ilości branżowych wydarzeń oraz zawarciem bardzo dobrych partnerstw z firmami znanymi w branży. Z roku na rok w line upie Koła pojawiało się także coraz więcej praktycznych zajęć w formie warsztatów.

Dotknęliście wielu różnych tematów w swoich działaniach. Które wydarzenia najbardziej zapadły Ci w pamięć?

Myślę, że najbardziej zapamiętałem pierwszą edycję wydarzenia „Neuromarketing”, a także drugi oraz czwarty „Dzień Reklamy”. „Neuromarketing” był pierwszym wydarzeniem, które koordynowałem od początku do końca. To naprawdę niezapomniane przeżycie, kiedy jako koordynator wydarzenia czekasz w sali w napięciu na publiczność, po czym okazuje się, że event faktycznie cieszy się popularnością, a tym samym praca zespołu zaprocentowała. Drugi „Dzień Reklamy” był wydarzeniem, na którym wystąpił m.in. Roman Łoziński i Daniel Rakus. Roman uważany jest za jednego z najlepszych mówców w Polsce, chociaż osobiście przyznam, że to właśnie Daniel był moim ulubionym prelegentem w całej historii „Targetu” – wszystko dzięki dawce niebanalnego humoru, który wplatał w swoją prezentację. No, ale dla kreatywnego to chleb powszedni. Czwarta edycja „Dnia Reklamy” była dla nas dużą innowacją – pierwszy raz organizowaliśmy debatę, pierwszy raz byliśmy na auli, pierwszy raz otwierałem wydarzenie przemówieniem. Wszystko wyszło fantastycznie i mimo, że wspomnienie jest dość świeże, to jestem przekonany, że pozostanie ze mną na długo.

To ciekawe, że właśnie zarysowałeś klamrę – pierwsze i ostatnie wydarzenie. A co było w środku? Co uważasz za taki krok milowy w waszym rozwoju?

Myślę, że jest nim pozyskanie partnera, który był zainteresowany długoterminową współpracą, oferując nam jednocześnie duże wsparcie merytoryczne oraz finansowe. Jest nim ZT Kruszwica, firma, która dodatkowo zdobyła w tym roku dwie statuetki Effie. Bardzo owocna współpraca, otwartość na nasze potrzeby oraz wzorowa komunikacja ze strony partnera poskutkowały tym, że stać nas na dużo odważniejsze pomysły. Możemy też zorganizować wiele eventów, jak i warsztatów z doświadczonymi ludźmi z Kruszwicy. Poczucie, że stoi przy nas tak duża firma, której wsparcie jest bardzo widoczne przy naszych działaniach, pozwala postrzegać „Target” jako liczącą się i ważną inicjatywę.

Jak z Twojej perspektywy wygląda teraz rynek reklamy? Jak się zmienił w ciągu tych czterech lat?

Jeśli chodzi o sam rynek reklamy, zmiany w moim odczuciu są bardzo duże. Na ostatniej gali Effie spostrzegłem, że wśród agencji biorących udział w konkursie jest sporo nowych graczy, o których jeszcze nie miałem okazji usłyszeć. Jednocześnie duże i znane agencje (z wyjątkami) zaczynają powoli tracić pozycję na rzecz świeżej krwi, co jest zapewne spowodowane przesytem agencji na polskim rynku. Sytuacja ta ma swoje plusy i minusy.  Gala Effie uświadomiła mi, że mniejsza agencja może z powodzeniem walczyć z większym konkurentem. Jednakże duża gęstość na rynku reklamy wpływa na wysokość bariery wejścia dla nowych podmiotów, jak również intratność biznesu
w branży.

Nawet najlepszy czas kiedyś się kończy. Podobnie jest z pełnieniem funkcji prezesa.
Jaką najcenniejszą umiejętność przeniesiesz w sferę zawodową po działaniach w Kole?

Ciężko ograniczyć się do jednej rzeczy. Myślę, że praca w „Targecie” dała mi wiele. Pozwoliła mi inaczej spojrzeć na moje pierwotne marzenie, którym była praca w dziale kreatywnym agencji reklamowej. Obecnie bardziej interesowałoby mnie coś związanego ze strategią marketingową. Wydaje mi się, że drugim najcenniejszym doświadczeniem jest praca z ludźmi. Dzięki niej wiem, jak duże znaczenie ma wizja i misja danej organizacji. Wiem więcej na temat tego, jak motywować ludzi, jakie mają potrzeby i jakie zjawiska zachodzą w zespołach. A przede wszystkim przekonałem się, w jakim kierunku powinienem pokierować swoim własnym rozwojem.
Wznoszę się tu na jakieś wyżyny patosu a pracodawca zapewne najbardziej doceniłby moje doświadczenie
w wystąpieniach publicznych, jakie zdobyłem w minionym roku. W sumie i mnie bardzo to cieszy, bo jeszcze dwa lata temu nigdy bym nie pomyślał, że będę występować przed większą publicznością.

TARGET-effie

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany