„Poszukiwany, poszukiwania” to recital Niny Malinowskiej. Z rozmowy na antenie możemy dowiedzieć się nie tylko jakich poszukiwań dotyczy spektakl, ale także w jaki sposób wiąże się to z poszukiwaniami życiowymi samej aktorki.

Anna Łyszczek: Czemu zdecydowałaś się akurat na taki tytuł recitalu?
Nina Malinowska: Inspiracja pochodzi z filmu „Poszukiwany, Poszukiwana”, w którym wystąpił pan Pokora. Zanim po raz pierwszy wystąpiłam z tym recitalem, byłam w Urzędzie Warszawa Bielany, a w kolejce przede mną stał pan Pokora. To był dla mnie znak, że ten tytuł jest trafiony i że zdarzy się coś dobrego. Tytuł nawiązuje też do moich poszukiwań. Poszukiwałam kiedyś, poszukuję także teraz. Wiedziałam, że chce zostać aktorką, ale nie wiedziałam jak do tego dotrzeć. To nie było łatwe też ze względu na mój wiek. Obecnie mam 29 lat a moja przygoda z aktorstwem zaczęła się 5 lat temu.

A. Ł: Być może czasami bardziej chodzi o samą drogę?
N. M: Tak, to jest droga, która jest długa i ciekawa. Dzieją się różne rzeczy. Potrzeba determinacji, wiary w siebie, także podnoszenia się z porażek. Czerpania od innych ludzi. Tych dobrych i tych złych. Słowa krytyki pokazują nam nad czym jeszcze powinniśmy popracować.„Poszukiwany”, to określenie zaczerpnięte z kabaretu, z którym występowałam: „Ten Tegez”. Byłam Jadwigą Dziką, która poszukiwała mężczyzny swojego życia. Kilka piosenek w recitalu jest także o poszukiwaniu drugiej połówki. Także piosenka: „Ja bym chciała” odnosi się do takich poszukiwań. Ogólnie słowo „poszukiwania” dotyczy tego, że każdy z nas czegoś szuka. Jest to duża, pojemna przestrzeń.

A. Ł: Jak wyglądała droga od pomysłu do realizacji?
N. M. Recital powstawał 4 lata. Wcale nie było to takie łatwe. Zapisałam kiedyś w dzienniku, ze chciałby stworzyć recital. Zamknęłam później zeszyt i schowałam go do szuflady. Nie spodziewałam się, że ten pomysł uda się zrealizować. Przyjechałam do Warszawy z Olsztyna. Brałam na początku lekcje śpiewu w Domu Kultury na Bielanach u Pani Magdaleny Duchewicz. Śpiewałam piosenkę „Katasza”. Poznałam w tamtym czasie też Pawła, który ma podobną wrażliwość do mnie i zaczęliśmy razem pracować. Dochodziły kolejne piosenki. 1,5 roku temu postanowiłam, ze stworzymy razem program. Paweł się zgodził i dzięki tej współpracy powstało 5 piosenek aktorskich. Ostatnia z nich nosi tytuł „Jest jeszcze popołudnie”.

A. Ł: Wracasz do tych piosenek z sentymentem?
N.M: Ostatnia piosenka zawsze jest mi najbliższa. Wiąże się to z dużą ekscytacją. Tekst do piosenki „Taka umrę” napisałam  3 albo 4 lata temu. To były zapiski w moim dzienniku. Kiedyś stwierdziłam, że byłby to dobry tekst na piosenkę. Mój znajomy skrytykował ten pomysł. Próbowałam początkowo poprawiać ten tekst, ale nie dało się. W końcu powstała taka muzyka, w której czułam się dobrze. Może czasami trzeba uwierzyć trochę w siebie?

A. Ł: Czego byś w tym momencie byś chciała?
N.M: Nagrać płytę. Najpierw chciałabym stworzyć grono odbiorców. Marzy mi się również nagranie teledysku.  Jest nawet na to szansa. Dostałam wyróżnienie w pewnym konkursie i mam dzięki temu 50 % zniżki na stworzenie teledysku, koszty dzięki temu maleją. Ale nadal muszę szukać sponsorów.

A.Ł: Jacy są Twoi słuchacze?
N.M: Raczej to ludzie wrażliwi. Dużo osób mówi, ze moje piosenki autorskie są lepsze, niż interpretacje. Cieszę się, że mogą czerpać dzięki temu z mojej wrażliwości.

A.Ł: Czy widzisz się na jednej, sprecyzowanej ścieżce artystycznej?
N.M: Mam taką cechę, że szybko się nudzę i uciekam. Gdybym dostała propozycję etatu w teatrze, to szybko by mnie to znudziło. Chcę śpiewać, występować, nie zamykać się w jednym miejscu, występować z różnymi ludźmi. Przez rok pracowałam też w grupie kabaretowej.

A.Ł: Pojawia się u Ciebie mieszanka emocji przed każdym spektaklem?
N.M: Mieszanka to dobre słowo. Każdą piosenkę muszę „przejść”, „przeżyć”. Wiedzieć do kogo śpiewam, do kogo ją kieruję. Trudno opisać, co aktor może przeżyć w trakcie przygotowań. Poznawanie siebie nie jest łatwe. Odkrywam też te ciemne strony. Z tym jest różnie. Praca aktora zdecydowanie pomaga w bliższym poznaniu siebie. Na codzień nie zastanawiamy się przecież czy emocje, które pokazaliśmy wiążą się z czymś. Czy o czymś nam mówią. A będąc aktorem trzeba nad tym pracować codziennie. Ciągle należy sobie zadawać pytanie: skąd to się wzięło?

A.Ł: Opowiedz o swojej drodze poszukiwań.
N.M: Moja droga zaczęła się 4 lata temu w Olsztynie. Wiedziałam, ze chcę zostać aktorką. Nigdy nie mówiłam tego głośno. Skończyłam politologię. Pracowałam w biurze. Za namową mojej przyjaciółki, zrobiłam pierwszy krok w stronę aktorstwa. Poszłam na zajęcia teatralne. Tam się zaczęło. Przeniosłam się do Warszawy, udało mi się znaleźć pracę. Po pracy chodziłam na zajęcia teatralne. Wystawialiśmy spektakl „Maria”. Nie chciałam tego przerywać. Poznałam wtedy Grzegorza Byczka- trenera w rozwoju osobistym. Zaczęła się wtedy moja ciężka praca nad sobą. Wybrałam bycie aktorką jako swoją drogę zawodową. Grzegorz stawiał mi w tamtym czasie bardzo trudne pytania. Spotkałam się wtedy też z wieloma aktorami. Usłyszałam od jednego z nich, że powinnam sobie dać spokój. Jego zdaniem kobiety nie powinny być aktorkami, tylko żonami i matkami. Byłam trochę załamana po tej rozmowie, bo to podcina skrzydła. Uważam, że każdy ma swoją drogę. Na nią potrzeba czasu. Przez tą drogę, którą przeszłam jest mi teraz łatwiej. Mam inny bagaż doświadczeń. Mogę sięgać do własnego życia po naukę i inspirację.

A.Ł: Czym dla Ciebie jest aktorstwo po tych doświadczeniach poszukiwania?
N.M: Dalej chciałabym szukać w sobie czegoś, żeby pokazać innym coś nowego, z czym mogą się utożsamiać. Często przeżywamy emocje, których nie umiemy nazwać. Wracamy do domu i zastanawiamy się czemu ciągle myślimy o tym spektaklu. Chcę, żeby każda moja rola coś ze sobą niosła.

A.Ł: Czujesz przez to odpowiedzialność? Pewien rodzaj misji?
N.M: Zawsze z występami na scenie wiąże się duży koszt .Wydaje mi się, że często zapraszane są zespoły, grupy teatralne, które przedstawiają łatwe rzeczy. Coś, czego nie będziemy przeżywać. Chciałabym, żeby widza kosztowało, to co zobaczy. Żeby odkrył coś, czego dawno nie czuł. Obecnie widz też potrzebuje rozrywki, im częściej jednak podajemy coś łatwego, tym bardziej odbiorca się przyzwyczaja. To od nas zależy jakie wykreujemy społeczeństwo.

Nagranie rozmowy możecie odsłuchać tutaj:

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany